Mianowicie staw, który został wybudowany ma kształt smoka. Faktycznie, kiedy się patrzy na niego z góry przypomina może nie tyle smoka Wawelskiego, co właśnie prasłowiańskiego Żmija. Wiking, który rzucił łbem smoka. Odnośnie rzeki Strugi i miejscowości Smok powstała jeszcze jedna legenda. Jest ona związana również z innymi
♀ Czy wiesz, że po spływie z Wikingowie Regi wracasz do domu z jednym pytaniem na ustach: "Kiedy możemy wrócić?!" Nasze kajaki, spływy rzeką Regą i imprezy integracyjne to czysta MAGIA!
Jak się nazywa słowiański bóg słońca i ognia i jak się nazywał czczony przez Słowian pogański bóg władający burzami.. Question from @Tomaszwojnowsk - Szkoła podstawowa - Historia
Co wydarzyło się 9 października? --- Kim byli wikingowie? Czy rzeczywiście w średniowieczu Europa drżała przed nimi ze strachu? Czemu wyruszali ze Skandynawii na swoje podboje? Jak wyglądała
Konkluzja. Część Polski należała do Rosji w różnych okresach historycznych, m.in. w latach 1795-1918 oraz w okresie II wojny światowej. W czasie zaborów Polska była podzielona między Rosję, Prusy i Austrię. Po II wojnie światowej Polska utraciła wschodnie ziemie na rzecz Związku Radzieckiego, które obecnie stanowią terytorium
Duńscy wikingowie, którzy osiedlili się w Wielkiej Brytanii pomiędzy 800 a 900 r., zrobili to z pobudek ekonomicznych. Dzisiaj nazwalibyśmy ich zatem migrantami ekonomicznymi. :-) Tak wynika z badań
Zgadza się Słowianie nie jednokrotnie dali solidnego łupnia barbarzyńskim najeźdźcom z północy. W czasie najazdów na ziemię duńskie wikingowie skrywali się w swoich świątyniach i błagali swoich nordyckich bogów o litość, znana była modlitwa wikingów zaczynająca się od słów „przed furią Słowian chroń nas Odynie”.
Nw5NN. Wikingowie to skandynawscy wojownicy, znany ze swych dalekich wypraw łupieskich, kupieckich czy osadniczych. Obecnie są jednym z ważniejszych elementów kultury o czym świadczy choćby powstanie serialu “Wikingowie”, czy stworzenie z nich bohaterów popularnej serii bajek dla dzieci “Jak wytresować smoka?” 1. Wikingowie W większości wyprawy do Zachodniej Europy byli normanowie duńscy i norwescy. Często brali w nich udział mieszkańcy dzisiejszej Szwecji południowej. Normanowie szwedzcy zaś organizowali wyprawy do ziem na wschodzie i południu. Dzięki temu docierali do Bułgarii Kamskiej, Rusi Kijowskiej, Bizancjum i Kalifatu Bagdadzkiego. 2. Pierwsi dotarli do Ameryki To wikingowie pierwsi dotarli do Ameryki. Dopłynęli do półwyspu Labrador, będącego wschodnim wybrzeżem Kanady. 3. “Wiking” Słowo “wiking” pochodzi od określenia na morskie wyprawy łupieżcze – viking. Ma jednak skomplikowaną historię. Kiedyś łączono to określenie ze staronordyckim vik czyli zatoka, lub starogermańskim vik czyli osada zastosowano określenie wicinga jako nazwy dla małej grupy pirackiej w anglosaskim poemacie z VII wieku. Jednak słowo pojawiło się wcześniej. W staroangielskim funkcjonowało wicingsceada, a w starofrancuskim witsing, które określało osadników saksońskich. Od VII wieku jednak zaczęto przypisywać je ludom skandynawskim. 4. Żeński rzeczownik viking W staronordyckim funkcjonował żeński rzeczownik viking oznaczający wyprawę zamorską. Od tego stworzony był męski rzeczownik vikingr, oznaczający żeglarza lub wojownika biorącego udział w wyprawie zamorskiej. Oba określenia odnosiły się do aktywności i osób ją podejmującą niezależnie od pochodzenia etnicznego, czy kulturowego. 5. Różne ludy różne nazwy Wikingowie wśród różnych ludów mieli różne nazwy. Niemcy nazywali ich Ascomanii czyli ludzie jesionu, od drewna, z których tworzyli łodzie, Celci Lochlannach czyli ludzie wody, a Anglosasi Dene czyli Duńczycy. Arabowie i Grecy bizantyjscy znali ich jako Rusowie lub Rhosowie, co wywodziło się od słow wiosłować, lub Roslagen co odnosiło się od regionu Szwecji skąd pochodzili. Słowianie zaś nazywali ich Waregami, co oznaczało zaprzysiężeni ludzie. 6. Epoka wikingów Epoka wikingów zwana inaczej burzą normańską trwała od 793 roku – złupienie angielskiego klasztoru na wyspie Lindisfarne – do 1066 roku – śmierć króla Norwegii Haralda III Hardraady, zwanego “ostatnim wikingiem” w bitwie przeciwko Anglosasów pod Stamford Bridge. Prawdopodobnie wikingowie ruszali na swoje wyprawy z kilku powodów. Wśród nich wyróżnia się najczęściej deficyt ziemi uprawnej spowodowany nagłym wzrostem populacji w Skandynawii, słabość najbliższych krajów – najbardziej Szkocji, Anglii i Francji, doskonalenie się technik obronnych i chęć zemsty na Frankach najeżdżających wybrzeża skandynawskie. Wikingowie byli skuteczni dzięki taktyce opartej na dużej mobilności i zwartej formacji zwanej murem tarcz. W walce posługiwali się najczęściej jednoręcznymi mieczami, toporami, włóczniami i okrągłymi drewnianymi tarczami o obitych metalem bokach. 9. Technika budowy statków Doskonale rozwinęli techniki budowy statków. Ich łodzie zwane drakkarami były płaskodenne o napędzie na wiosła, wyposażone w prostokątne żagle. Służyły przede wszystkim jako przybrzeżne, szybkie łodzie bojowe. Knorry czy inaczej knary były pełnomorskim statkami dalekiego zasięgu. Posiadali również trzeci rodzaj statków – byrdungi, którymi żeglowali w celach handlowych, głównie do portów bałtyckich. 10. Hełmy z rogami Wikingowie nie nosili hełmów z rogami. Ubierali się raczej w ciepłe i wygodne ubrania, zwykle w wiele warstw, co chroniło ich przed utratą ciepła. Ubiory bogatszych i biedniejszych nie różniły się zbytnio. Bogatsi dla zaznaczenia pozycji nosili biżuterię i ozdoby jak brosze do spinania ubrań.
Na początek dam na szybko kilka ciekawostek, jak one zainteresują czytelnika to i resztę postu przeczyta… Słowianie, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę, byli ludem ekspansywnym. Ślady ich osadnictwa znajdowano w różnych krajach. Zasiedlili Grecję (Peloponez), Kretę, Azję Mniejszą, Syrię, Półwysep Iberyjski, Maroko. Liczni Słowianie występowali w Egipcie. Poza tym osady słowiańskie znaleziono w Skandynawii, na wyspach Bornholm i Gotlandii, które były też systematycznie przez nich napadane i łupione, oraz w północnych Włoszech. Ślady osadnictwa w Islandii datuje się mniej więcej na ten sam okres co osadnictwo Germanów skandynawskich. Przypuszcza się że mogli brać udział wspólnie z Norwegami Leifa Ericsona w wyprawach do Grenlandii i do Nowego Świata – czyli Ameryki nazwanej wtedy przez nich Vinlandią. Słowianie, co było rzadkością w średniowieczu, dbali o higienę. Każda wieś posiadała przynajmniej jedną łaźnię. Skandynawowie przejęli od Słowian topór. Nawet nazwa pozostała ta sama taparoex. Berlin, Drezno, Lipsk, Greifswald, Brema, Wolgast, i wiele innych miast niemieckich zostało założonych przez Słowian. Niektóre monety Bolesława Chrobrego miały napisy w cyrylicy. Na monetach Mieszka I, obok będącego w centrum krzyża, znajdują się swastyki, czyli symbole solarne. Słowianie budowali wspaniałe łodzie przystosowane do podróży morskiej. Różniły się one od skandynawskich tym między innymi, że były mniej smukłe, czyli mniej szybkie i mniej zwrotne, ale za to mniej wywrotne i przystosowane do transportu koni (ogółem do łodzi wchodziło 40 ludzi i kilka koni). Na tych łodziach Słowianie łupili Wikingów i Brytów (Piktów, Szkotów, Anglów). Jedną z metod walki na morzu z Wikingami było taranowanie ich długich łodzi – drakkarów, które jako mniejsze i słabszej konstrukcji nie wytrzymywały uderzenia. Systematyczne wyprawy wojenne Ranów na Duńczyków doprowadziły do utraty, uwaga….1/3 części mieszkańców Danii. Nazwy czterech rodzajów statków przejęli Wikingowie. Ich łodzie były budowane przy użyciu gwoździ, które w kontakcie z wodą morską szybko ulegały korozji. Słowianie natomiast używali drewnianych klinów i kołków co bardzo przedłużało ich trwałość. Dzięki Słowianom Germanie południowi (np. Niemcy) zaznajomili się z ogórkami (gurken), a także z czereśnią turecką i brzoskwinią, hodowaną w Polsce już w IX w. Słowianie byli mistrzami w budowie drewnianych mostów. Najdłuższy z nich na jeziorze Teterow (obszar dawnego RFN) liczy 3 metry szerokości i 750 m długości. Germanie przejęli od Słowian słowo gród. Jak nasi Słowianie budowali w VIII czy IX wieku piękne domki z drewna to Germanie spali w gliniankach, Wieleci zbudowali Berlin o ile pamiętam. Jak dowiadujemy się z najnowszych odkryć archeologicznych przeprowadzanych przez polski zespół archeologów na Dalekiej Północy, słowiańscy żeglarze, niewykluczone, że nawet z terenów położonych nad Wisłą, uczestniczyli w wyprawach Wikingów na północny Atlantyk a co więcej brali udział w zasiedlaniu dalekiej Islandii. Potwierdzają to, odkryte w ostatnich latach w Skandynawii ślady typowo słowiańskich chat z IX – X wieku, zupełnie odmiennych od ówczesnej zabudowy miejscowej. Takie chaty znajdują się w Danii, Szwecji, Norwegii oraz właśnie na Islandii. Polscy archeologowie zajmują się badaniami na Islandii od 1999 r., poszukując najstarszych śladów osadnictwa na wyspie. Profesor Urbańczyk prowadził także wiele badań na Lofotach, gdzie odkrył zaginione miasto Wikingów – Vagan, oraz za kręgiem polarnym, na przylądku Norkap. Jak podkreślał, od samego początku badań na wyspie lodu, pojawił się wątek słowiański, bowiem znanym jest faktem, że Słowianie wraz z Wikingami docierali do północnej Norwegii, i na Islandię, i tam też się osiedlali. Nie byli to ani jeńcy ani niewolnicy, bowiem w tradycji Wikingów budowa domów była atrybutem ludzi wolnych. Wikingowie nie tworzyli jeszcze jednorodnego narodu, byli raczej kastą czy grupą zawodowych kupców, żeglarzy i piratów. Nie wiemy też dokładnie jacy Słowianie zatem przystępowali do tej nordyckiej społeczności, choć mówi się o Połabianach. Wikingowie cenili ludzi potrafiących walczyć i budować okręty, ludzi znających się na żeglowaniu Północnym nie byli przez Wikingów odtrącani. A tak miedzy nami to bali się Słowian i nad Bałtykiem południowym nie łupili, co najwyżej siadano w Wolinie i ustalano wspónie kolejną wyprawe „na viking”. A tak między nami to bali się Słowian i nad Bałtykiem południowym nie łupili, co najwyżej siadano w Wolinie i ustalano wspólnie kolejną wyprawę „na viking” SŁOWIAŃSKA ARMIA I SPOSÓB WALKI Już w poprzedzających Mieszka I wiekach rozpoczęło się kształtowanie instytucji drużyny, a wybitny badacz słowiańszczyzny Henryk Łowmiański zauważył, iż „zjawisko drużyny w jego pierwotnej postaci jest znane społeczeństwom przedpaństwowym”. Większość badaczy przyznaje ponadto, iż drużyna była głównym czynnikiem podpierającym władzę książęcą. Trudno więc obronić pogląd, iż utrzymywana w takich warunkach drużyna nie była wprawna w walce i wymagała zewnętrznego czynnika szkoleniowo-organizacyjnego w swoim składzie. Reasumując, wczesne drużyny grodowe znane były plemionom prapolskim od dawna, a przynajmniej od początku X wieku. W wyniku powiększania władzy książęcej mamy do czynienia z drużyną ściśle już państwową, która szczyt swej potęgi datuje od połowy owego wieku. Trzeba też dodać, że o informacje o wojskach Mieszka I i Bolesława I Chrobrego podaje szereg źródeł, ale żadne z nich nie wspomina o obcym jej pochodzeniu, czy importowaniu sposobów walki. Wręcz przeciwnie zawsze podkreślana jest siła władców słowiańskich, czy polskich i ich ludu. Te same źródła mówią o zaopatrywaniu drużyny przez księcia w sprzęt wojskowy, odzież, otaczaniem „opieką socjalną” ich rodzin, rozporządzaniem ich ożenkiem, co dowodzi, iż była to formacja stanowiąca w zasadzie zalążek armii państwowej, a nie najemnicy, którym płaci się za usługę. Czy więc rzeczywiście wcześni książęta polańscy i polscy mogli polegać na tak niezależnym i nietrwałym czynniku, jak opłacani najemnicy? Wybitny archeolog, prowadzący przez dziesiątki lat wykopaliska na Wolinie, były dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie, znawca tematyki wczesnego średniowiecza prof. Władysław Filipowiak, w wywiadzie z 2000 roku zapytany o rzekomych najemników normańskich w drużynie Mieszka I powiedział: „Już była dyskusja na ten temat i nie ma co więcej dyskutować (…) Jeśli nawet uczestniczyli w niej druzynie inni, to znaczną większość musieli stanowić miejscowi woje i ci decydowali o wszystkim”. Zdecydowanie odrzucił też możliwość udziału najemników wskazując, iż mamy tu do czynienia z „pierwszą armią państwową”. Sztuka wojenna Sławian Prawie wszystkie przekazy pisane mówią o dużych umiejętnościach Słowian w zakresie sztuki wojennej”. Słowiańska technika wojskowa była na tyle zaawansowana i skuteczna, że stanowili oni już w VI w. groźną siłę i prowadzili z powodzeniem walki z Bizancjum (oblegając nawet Konstantynopol), Awarami, czy Frankami. A były to nie tylko walki obronne, ale często i zaczepne, prowadzone na terytorium wroga. Jeden z kronikarzy bizantyjskich zanotował odpowiedź Dauritasa i innych wodzów Słowian naddunajskich gnębiących Bizancjum ok. 578/579 r. do posłów awarskich: „Jeszcze się taki nie urodził i nie pojawił pod słońcem, kto by potrafił ujarzmić nasza potęgę. Myśmy przywykli do tego, aby panować nad cudzymi ziemiami, a nie by kto inny nad naszą; i tego jesteśmy pewni, póki istnieje wojna i miecz.” Wielu spośród średniowiecznych kronikarzy dawało świadectwo swego uznania dla skuteczności wojennej Słowian. Orderyk Vitalis opisał wyprawę króla duńskiego Swena na Anglię z 1069 roku, w której wspomagała go Polska, a także plemiona Luciców (Wieletów), o których wyraził się iż „lud ten był doświadczony w walkach na lądzie i na morzu”. Wojowniczość Słowian podkreślało wielu kronikarzy, jak choćby wtedy, gdy wspominali, że: „ogólnie rzecz biorąc Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowni i gdyby nie ich niezgoda, wywołana mnogością ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołał by im sprostać w sile”. Prawdopodobnie Słowianom nieobcy był także szał bitewny, który wywoływany bywał u wielu ludów w bardzo różnych czasach, Takiego szału możemy dopatrywać się w opisie słowiańskiego ataku na Konungahelę autorstwa Snoriego Sturlasona, mówiącego, iż po wydaniu przez księcia Racibora rozkazu do szturmu, jeden z jego wojów samym tylko mieczem lub toporem, nie zważając na draśnięcia i rany, odrzuciwszy nawet tarczę przedarł się do samej bramy zabijając w niej wartowników. Obrońcy zarzucali go gradem pocisków, te jednak chybiały lub nie robiły wrażenia na rozjuszonym wojowniku. Na szczególną uwagę zasługuje rodzima taktyka prowadzenia działań zbrojnych, bowiem plemiona mające stworzyć wczesnośredniowieczną Polskę wyspecjalizowane były w dostosowaniu jej do warunków terenowych panujących na ziemiach polskich, pokrytych gęstą puszczą, rozległymi bagnami i szerokimi rozlewiskami rzek. Wykorzystywano więc ukształtowanie terenu i cieki wodne do budowania głębokich linii fortyfikacyjnych. Charakterystyczna dla Słowian (ale nie tylko, bowiem wykorzystywano ją za czasów panowania Mieszka i Chrobrego podczas budowy wałów) jest technika wznoszenia grodów obronnych, polegająca na usypywaniu potężnych wałów o konstrukcji hakowej i skrzyniowej, zakończonych na szczycie ostrokołem. O umiejętnościach wojennych Słowian i wadze (dla celów obronnych) grodów świadczy przekaz tzw. Geografa Bawarskiego z IX wieku, który wymienia prapolskie plemiona, podając ilość grodów, którymi dysponują. Witold Hensel stwierdził wręcz, iż prapolskie fortyfikacje należały do najpotężniejszych tego typu w ówczesnej Europie. Skandynawia np. na tym tle wypada wyjątkowo mizernie, gdyż tam jeszcze do XIII wieku używano czasami prymitywnych ostrokołów, choć oczywiście nie można zapominać o przykładach skandynawskiego budownictwa warownego, jak choćby potężne obozy wojskowe tzw. grody typu „Trelleborg” wiązane z Haraldem Sinozębym. Wałami otoczone było też Hedeby i Birka, a poza tym całą Jutlandię odcięto od Niemiec potężnym wałem tzw. Danewirke. Podobnie zresztą wysoki poziom reprezentowali Słowianie w technice oblężniczej, gdyż już w walkach z Bizancjum, np. podczas zdobywania Salonik, posługiwali się różnymi machinami oblężniczymi. Gall Anonim pisze o używaniu przez Polaków, wyrzutni wielkich głazów działających na zasadzie łuków – samostrzałów. Znano je także na Rusi. Wiele z tego przejęto właśnie z Bizancjum lub czerpiącego z dorobku rzymskiego zachodu Europy. Krystyna Pieradzka zwróciła uwagę, iż opisy ataku i zdobycia przez Słowian Konungaheli wspominają o miotaniu przez skandynawskich obrońców pocisków wyłącznie ręcznie, podczas gdy Saxo Gramatyk pisze, iż Słowianie broniąc Wołogoszczy w 1178 r. skutecznie używali machin miotających. W tym wypadku mamy jednak do czynienia z przykładem twórczego rozwoju słowiańskiej myśli technicznej, bowiem zgodnie z opisem kronikarza obrońcy „przygotowali nieznane dotychczas machiny”, które z niespotykaną celnością raziły okręty duńskiego króla Kanuta i arcybiskupa Absalona. Także Andrzej Nadolski wskazuje na przekaz Thietmara dotyczący walk pod Niemczą w 1017 roku, mówiący o wykorzystywaniu machin oblężniczych przez wojska piastowskie i choć przekaz ten nie przybliża wyglądu machin to badacz nakazuje szukać analogii w innych krajach europejskich czerpiących z dorobku rzymskiego. Słowianie do perfekcji opanowali także walkę podjazdową, którą wykorzystywali wobec silniejszego przeciwnika. Nawet niemiecki kronikarz Thietmar darzy uznaniem skuteczność słowiańskiej taktyki opisując walki Chrobrego z Niemcami na Śląsku, a wiadomo, iż te same sposoby używali. Słowianie już w VI wieku, bowiem opisywał je bizantyjski cesarz Maurycjusz. Słowianie z powodzeniem łączyli działanie różnych rodzajów broni, jak Bolesław Chrobry, który wykorzystywał współdziałanie konnicy i łuczników, lub wcześniejsze, mieszkowe, mistrzowsko przeprowadzone działanie kombinowane przeciw potężnym ciężkozbrojnym oddziałom Niemców pod Cedynią. z opisów zdobycia Konungaheli wiadomo też, że Słowianie wykorzystywali strzelców wyborowych, osłanianych przez wydzielonych tarczowników i skutecznie rażących wybrane cele. Porównajmy to np. z wojownikami normańskimi, zwanymi wikingami, którzy przygotowani byli do zupełnie innego charakteru zadań bojowych, polegających głównie na szybkich wypadach, podczas których atakowali raczej bezładnie, bez konkretnej taktyki, by równie szybko dokonać odwrotu. KONNICA I FORMACIE PIESZE Około X wieku stopniowo na znaczeniu zyskiwała konnica, po długim okresie decydującej roli formacji pieszych. Nie był to proces swoiście polski, czy słowiański, lecz ogólnoeuropejski, gdyż w tym kierunku ewaluowała taktyka i technika wojskowa. Słowianie natomiast od dawna hodowali konie, oraz ujeżdżali je zarówno do celów transportowych, jak bojowych. Wiadomo, dzięki kronice Prokopa z Cezarei, iż już w latach 536/37 istniały oddziały konnicy w służbie Bizancjum, złożone z Hunów i Słowian. Słowianie sąsiadowali i walczyli ze stepowcami, a jak uczy historia wojskowości, technika w tym zakresie przenika od ludów z którymi toczy się najdłuższe walki Tak więc od ludów koczowniczych Słowianie przejęli strzemiona, a od VII, VIII wieku znali ostrogi z kolcami odgiętymi do środka, następnie przyjęły się strzemiona z kółkami, a od IX w. ze spłaszczonymi końcami ramion. Niektóre ostrogi były bogato zdobione srebrem i złotem, które choć też zapożyczone (tym razem nie od ludów stepowych), produkowane były na miejscu, dawniejsza nauka twierdziła ponadto, że ostrogi znane były Słowianom już od okresu późnolateńskiego. Poza tym Ibrahim ibn Jaqub, uczony i podróżnik żydowski z Kalifatu Kordoby w Hiszpanii, pisał, iż „Prapolacy” wyrabiają siodła i uzdy. W ówczesnej Polsce żyła rodzima rasa koni, podobna do tarpanów, niewielkich, ale bardzo wytrzymałych, podobnie jak konie późniejszych Mongołów. Można znów odwołać się do porównań ze Skandynawami, wykazując zasadnicze różnice. Wiadomo z wielu źródeł, iż tzw. wikingowie używali koni głównie do transportu drogą lądową, natomiast do walki stawali w przygniatającej większości przypadków pieszo. Owi wikingowie, jako piraci, handlarze, najemnicy podróżowali na swoich łodziach (tzw. drakkarach, knorrach), z których to często bezpośrednio rzucali się do ataku, jak było po splądrowaniu klasztoru w Lindisfarne (Anglia). Potwierdzenie tej tezy odnaleźć można w wielu przekazach opisów walk np. na południowym brzegu Bałtyku, czy podczas ataku na Paryż w IX wieku. Else Roesdahl pisze: „liczne (…) opisy walk wikingów pozwalają nam wnioskować, że (…) przeważali wśród nich piesi wojownicy. Koni używano w wojsku do celów transportowych na lądzie…”.Autorka nie wyklucza, że i Normanom zdarzało się walczyć „siedząc na koniu”, ale określa to jako sporadyczne, gdyż nawet większość podróży lądowych odbywali oni pieszo. Dodajmy, iż trudno dziwić się pieszej walce Normanów, gdy weźmie się pod uwagę górzystość i skalistość znacznych połaci Skandynawii, a także brak podstawowego pożywienia dla koni (tereny ubogie w roślinność) co nie sprzyjało rozwojowi konnej techniki walki. Inaczej Słowianie, o których wiadomo, że na każdej łodzi, która wchodziła w skład flotylli płynącej z wyprawą na Konungahelę, wieźli 44 ludzi i 2 konie. Poza tym na pieszą walkę Normanów wskazuje już ich uzbrojenie ochronne w postaci okrągłej tarczy, która trzymana była w dłoni za imacz, czyli żelazny lub drewniany pręt dzierżony w garści oraz umba, wypukłe elementy żelazne, chroniące z zewnątrz dłoń walczącego (które są najczęstszym znaleziskiem, świadczącym o używaniu tarcz). W związku z tym walczący miał zajętą lewą dłoń i nie mógł prowadzić konia. Poza tym cała konstrukcja tarczy przeznaczona była głównie do walk morskich i przybrzeżnych. Także jej kolisty kształt niedostatecznie kryłby jeźdźca. Natomiast słowiańskie tarcze z tego kresu wykonane były w całości z materiałów organicznych, bez metalowych okuć, i dzierżone były na pasach nasuwanych na przedramię tak, że dłoń pozostawała wolna i mogła prowadzić wodze. Przystosowane więc były dla konnicy. Niektórzy uważają, że tarcze okrągłe, a więc takie jakich używali wikingowie, służyły do ochrony podczas bitew morskich, podczas gdy owalne przy walkach lądowych. Faktem jest, że dość szybko upowszechniły się u Słowian tarcze kształtu migdałowatego lub owalnego, które choć na pierwszy rzut oka kojarzone mogą być z ochroną konnego, to często pojawiają się na ikonografii w kontekście wojowników pieszych. Kronikarz Saxo Gramtyk pisze, że przed samym starciem Słowianie polewali swoje tarze wodą, bowiem skóra obciągnięta na tarczach wysychała i kurczyła się od słońca, co zwiększało jej podatność na rozłupanie. Z doświadczeń wiadomo, że tarcza choćby z mokrego drzewa, mimo, że łatwiej w niej o wgniecenia, znacznie trudniej ulega rozłupaniu niż egzemplarz suchy. W swoich przekazach Ibrahim ibn Jakub donosi o mizernej jakości słowiańskich tarcz. Skąd brała się ta opinia? Tarcza często służyła jednorazowo, trudno bowiem spodziewać się, że kilka desek oprzeć miałoby się ciosowi potężnego topora bojowego, zwłaszcza zaś dwuręcznego. Prawdopodobnie więc tarcze produkowano masowo i szybko, a więc „ekonomicznie”, skoro i tak chronić miała przy pierwszym zderzeniu lub przed ostrzałem łuczniczym czy procarzy. Zdanie takie zdaje się potwierdzać najnowsze odkrycie tarczy w Szczecinie, której datacja choć dość rozciągła skłania się ku początkowi XIII wieku. Tarcza ta wykonana z sześciu deseczek drzewa olchowego ma grubość jedynie 5 mm (sic!) a o zniszczeniu czasem nie może być mowy, bowiem zachowały się malowidła na stronie zewnętrznej. Tarcza ta wpisuje się również w to co powiedzieliśmy wcześniej o braku okuć na szczytach słowiańskich, bowiem nie tylko jest ich pozbawiona, ale na stronie wewnętrznej zachował się skórzany pas – imacz. Wracając do zagadnienia walki konnej – powyższe uwagi nie sugerują tego, że Słowianie nie stawali pieszo, bowiem rzeczywiście piechota stanowiła główną masę ówczesnych armii. Poza taktyką i wymogami terenu, wpływał na to także fakt, iż utrzymanie konnicy wiązało się z bardzo wysokimi kosztami. Konnicy dostarczali więc z jednej strony możni, z drugiej formacje drużynne, skupione wokół księcia i ważniejszych władyków plemiennych. Pieszo natomiast walczyła liczniejsza grupa pieszych tarczowników i masa pochodząca z pospolitego ruszenia, ona też była słabiej kroniki Ibrahim ibn Jaqub z połowy X wieku wspomina co prawda, iż Mieszko posiada drużynę pieszą, gdyż w jego kraju gęsto porośniętym lasem, trudno się było konnicy poruszać, ale wersja owa pochodzi z XIII-to wiecznego odpisu al-Kazwiniego, nie ma natomiast tego stwierdzenia w wersji al-Bekriego, który natomiast donosi o kraju Obodrzyców Nakona, iż obfituje w konie i że stąd się je eksportuje. Obie wersje natomiast donoszą, iż książę Mieszko daje swoim żołnierzom obok odzieży i broni, także konie. Składały się na nie dwie kategorie, tj. uzbrojenie ochronne i zaczepne. Do pierwszej z nich należą hełmy (czyli rodzime „szłomy”), tarcze i pancerze, do drugiej zaś głównie miecze, topory i włócznie. W przypadku szłomów – w X wieku używanych głównie przez wojskową elitę – najczęściej używanym modelem był hełm z nosalem, tzw. stożkowy, błędnie zwany „normańskim”, gdyż dawniej łączono go głównie z północnymi wojownikami, podczas gdy był to typ używany w wielu krajach ówczesnej Europy. Piękny egzemplarz takiego hełmu znany jest z Czech i łączony ze św. Wacławem. W tym przypadku dzwon hełmu pochodzi z wieku IX, nosal zaś dodano już w wieku X i to w dodatku błędnie, bowiem w tylnej części dzwonu! W Polsce szłomy znaleziono w Jeziorze Lednickim, ale te egzemplarze pochodzą już z XI wieku. Dzwony tych hełmów wykonane mogły być z jednego elementu, co dawało znakomite walory techniczne, ale trudność ich wykonania wpływała niekorzystnie na cenę. W związku z tym produkowano tańszą, pierwotną wersję w tzw. konstrukcji żebrowej. Innym modelem szłomu, używanym w państwie pierwszych Piastów były szyszaki, tzw. szłomy typu ruskiego, zwane też „wielkopolskimi”, gdyż właśnie tam odnaleziono grupę takich hełmów. Znane ze swej pozłoty, prawdopodobnie stanowiły jednocześnie rodzaj insygnium, na który mógł sobie pozwolić wyłącznie książę i najbliższe otoczenie. Nie posiadały one zresztą tak dobrych walorów technicznych, jak hełmy stożkowe. Pancerze i kolczugi Podobnie z pancerzami. One również przypadły w udziale wyłącznie możniejszych wojownikom oraz „pancernej” części drużyny Mieszka i Mieszkowica. Najdoskonalszą formą pancerza jest oczywiście kolczuga, ze względu na swoją przewiewność i giętkość. Do innych natomiast rodzajów należy zaliczyć wszelkie pancerze złożone z przynitowanych niewielkich blaszek do skórzanego najczęściej fartucha (tzw. karaceny), w różnych konfiguracjach czy to dachówkowej, czy sąsiadującej oraz pancerze tzw. lamelkowe, czyli łączone ze sobą blaszki, lub zbrojniki skórzane pozbawione podłoża. Claude Blair, angielski znawca broni nazwał „epoką kolczugi” lata 1066-1250, gdyż dopiero wówczas stała się ona nieco powszechniejsza. Wśród Skandynawów kolczuga, czy w ogóle pancerz także nie były regułą, gdyż większość z nich walczyła bez żadnego uzbrojenia ochronnego poza tarczą. Na mniejszą ilość znajdowanych pancerzy i tarcz słowiańskich wpływa fakt, iż słowiańskie zwyczaje pochówkowe nakazywały dawać zmarłemu jedynie jego broń, a czasami elementy uprzęży konnej, a nie np. kolczugę Miecze Najważniejszą, choć nie najpowszechniejszą bronią zaczepną był oczywiście miecz. Najczęściej znajdowanymi na ziemiach polskich mieczami są te, które wg systematyki J. Petersena należą do typu „X” i pochodzą z XI wieku. Nie jest to jednak miecz typowy wyłącznie dla Polski, gdyż z soczewkowatą głowicą i dłuższym niż wcześniej jelcem używany był w wielu krajach w ciągu XI wieku. Przypadało to na okres, kiedy miecze nie były już taką rzadkością jak wcześniej, produkowano je masowo, i w związku z tym mniej starannie. Ponadto pozbawione dawnego, przebogatego wystroju, przypadły w udziale szerszym grupom wojowników, a nie wyłącznie najmożniejszym. Dawniejsze miecze, mimo wspaniałego wyglądu i wysokiej ceny były słabo wyważone i używane mogły być wyłącznie do prostych cięć, podczas gdy nowszy typ (lepiej wyważony i lepiej leżący w dłoni) nadawał się do prostej szermierki. Miecz w tym czasie stał się bardziej narzędziem, stosunkowo tanim i poręcznym, niż dziełem sztuki. Wcześniejsze miecze o sztabkowej, czy choćby wachlarzowej głowicy, lub inne typy utożsamiano ze Skandynawią i stąd błędnie nazywano je „normańskimi”, natomiast Andrzej Nadolski, najwybitniejszy polski znawca broni, twierdzi – w czym zresztą nie jest odosobniony – że w większości produkowane one były nie przez Normanów, ale w pracowniach frankońskich w Nadrenii, gdzie korzystano z wielowiekowych tradycji, sięgających jeszcze rzymskiej prowincji. Głównie (brzeszczoty) wędrowały po całej Europie i jedynie oprawa (rękojeść: głowica i jelec) dorabiana była zgodnie z miejscową modą. Wiele mieczy znanych z Polski pochodzi z importu, ale tylko część dotarła tu za pośrednictwem Skandynawów, większość natomiast bezpośrednio z zachodu Europy. Nawet na Rusi, która miała bardzo bliskie związki ze Skandynawią, większość mieczy importowanych pochodzi z Zachodu. Trzeba dodać, że i skandynawscy naukowcy przyznawali, iż miecze sporządzane na półwyspie były dużo gorszej jakości, niż frankońskie. Zwróćmy również honor słowiańskim kowalom, których wyroby były dobrej jakości, skoro zaopatrywano je w znaki producenta, co czyniono, by swoje dobre wyroby odróżnić od innych. Słowianie znali też i potrafili wyrabiać najlepszy i najdroższy rodzaj ówczesnej stali, czyli tzw. dalmacen skuwany, albo dziwer i to w różnych odmianach, a szeregu celowego stosowania odmian dowodzi relacja wybitnego uczonego arabskiego al-Biruniego z Chorezmu. Zdaniem Z. Vany Słowianie wytwarzali miecze stalowe oraz sztylety o stalowych krawędziach-ostrzach zgrzewanych z żelaznym trzpieniem, co wskazuje na znajomość u nich techniki damascenizacji już od IX wieku. Topory Słowo topór, jak pisze Aleksander Brückner w Słowniku Etymologicznym Języka Polskiego, jest prasłowiańską pożyczką z perskiego „tabar”. Wiadomo też, że topór znany był Prasłowianom (wraz z nazwą) przynajmniej od V w. i to jak twierdzi J. Pieradzka właśnie od nich broń tę mieli zapożyczyć Normanowie wraz z nazwą, która brzmi u nich „taparoex”, a pojawiają się zresztą dopiero w 1031 roku. Wielu wikingów walczyło toporem, gdyż był on wiele tańszy od miecza, a poza tym idealnie nadawał się do rozłupywania tarcz przeciwnika. Wykształciły się swoiste odmiany toporów, używane przez Normanów, jak np. tzw. „danax” – „topór duński” o symetrycznym ostrzu. Swoiste typy toporów, jak choćby typ z asymetrycznym długim ostrzem tworzącym tzw. „brodę”, wykształciły plemiona pomorskie i połabskie, dla których topór był ulubioną bronią. Włócznie Każdy woj, czy to pieszy, czy konny, i to w całej Europie, zaczynał walkę od posługiwania się włócznią, gdyż była to broń bardzo niebezpieczna i utrzymywała pewien dystans od wroga. Nadolski twierdzi, że na polu walki włócznia przeważa nad mieczem. O roli włóczni niech świadczy fakt, iż tzw. włócznię św. Maurycego podarował Chrobremu Otto III podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego, będącą później jednym z insygniów królów polskich, a przez podniesienie włóczni wojowie słowiańscy wyrażali swoją aprobatę na wiecach, włócznia zaś wbita w słup drewniany była w Wolinie symbolem Trzygłowa. Także germański Odyn miał za swój najważniejszy symbol właśnie ową broń drzewcową. Należy pamiętać, że uzbrojenia szeregowego woja pochodzącego z pospolitego ruszenia, lub co najwyżej z „niższej” lekkozbrojnej formacji tarczowników (działających obok „pancernych” wymienianych przez źródła) nie można stawiać do porównania ze sprzętem zawodowego wojownika z wyższej warstwy społecznej. Wiele plemion chrześcijańskich walczących ze Słowianami przed walką odprawiało swoje modlitwy zaczynające je od słów…OD FURII SŁOWIAN UWOLNIJ NAS PANIE.. Kamil Bernard
Wikingowie byli nie tylko dzielnymi i zaciekłymi w walce wojownikami ale również świetnymi budowniczymi statków oraz żeglarzami. Chociaż początkowo ludzie północy byli farmerami, pod wpływem braku wystarczającej ilości ziemi, zaczęli podróżować przez morza i lądy w poszukiwaniu nowych miejsc gdzie mogliby się osiedlić. Ci Ludzie Północy, do swoich podroży potrzebowali dobrych statków, które mogłyby przewieść ich dobytek i rodzinę. Zajmując nowe tereny, Skandynawowie musieli także być przygotowani do walki z wrogo nastawionymi tubylcami, nie zawsze chętnymi do przyjmowania nowych przybyszów pokojowo. Także styl życia wielu Wikingów, polegający na corocznych wyprawach wojennych celem zdobycia łupów, miał duży wpływa na rozwój ich floty. Powyższe czynniki doprowadziły to powstania słynnego i budzącego przez dwa wieki strach w niemal całej Europie, tzw. długiego statku wikingów. W ciemnych wiekach średniowiecza dla mieszkańców kontynentu europejskiego, pojawianie się takiego statku było oznaką zbliżającego się nieszczęścia - najazdu dzikich pogan z Północy. Łodzie wojenne, które były tak skonstruowane, że nadawały się zarówno do przemierzania mórz i rzek w głębi lądu. Były on na tyle lekkie, że można było je przetransportować lądem do koryt rzek nie mających ujścia do morza. Dzięki temu Wikingowie niepodziewanie mogli znaleźć się tam gdzie się nikt ich nie podziewał – w środku napadniętego państwa, nie raz nie przygotowanego na taki obrót zdarzeń. Istniało kilka rodzajów wojennych okrętów, w zależności od wielkości jednostki i celów do których były wykorzystywane. Najbardziej znanym okrętem Wikingów był Drakkar - czyli smoczy statek, zwany tak ze względu na bogato zdobiona belkę na dziobie (często przedstawiającą smoka). Był on najczęstszej używany przez bandy Wikingów, które najeżdżały obce tereny Europy. Te łodzie osiągały szybkość 10 węzłów na godzinę (około 18 kilometrów). Ich długość wynosiła około 20 metrów, przy 5 metrach szerokości. Napędzane były żaglami lub wiosłami przez załogę, liczącą od 40 do 60 (rzadziej do stu) osób. Niewielkie zanurzenie (do 1 metra) powodowało, że nadawały się do przemierzania drogą rzeczną oraz w razie potrzeby przenoszenia ich lądem w dorzecza innej rzeki. Pozwalało to rabować niczego nie spodziewających się mieszkańców krain, leżących w głębi lądu. W przeciwieństwie do innych jednostek, cały pokład statku był zrobiony z desek, co ułatwiało poruszanie się po nim, i co najważniejsze, skuteczną walkę, czy to bronią dalekiego zasięgu (jak łuk czy rzucany oszczep) czy abordaż na inny statek lub ląd. Najmniejszym statkiem (czy raczej większa łodzią) był Karvi. Posiadał on od 6 do 16 miejsc do wiosłowania. Mniejszym statkiem służącym do celów militarnych był Snekkje. Miał on około 20 miejsc do służących do wiosłowania. Typowa długość wynosiła 17 metrów, szerokość 2,5, a zanurzenie 0,5 metra. Załoga wynosiła około 40 ludzi. Nieduże zanurzenia i niewiele rozmiary, miały swoje zalety. Taki rodzaj łodzi, nie wymagał portu, bardzo dobrze nadawał się więc do przewożenia jednostek desantowych w niemal każde miejsce nadbrzeżne. Stosunkowo łatwo było go również transportować lądem, np. do koryta innej, nie mającej połączenia z morzem, rzeki. Dzięki temu Wikingowie mogli atakować siedliska ludzi czy bogate miejsca kultu religijnego, znajdujące się w głębi lądu. Skei był to najprawdopodobniej największy statek (odkryty) z ponad 30 miejscami do wiosłowania. Nazwa oznaczał ,,tego, który przecina się przez wodę". Długość wynosiła około 35 metrów. Budowa okrętu zawsze odbywała się nad brzegiem morza, lub rzeką, mająca ujście do niego . Budująca długie pokręty, Wikingowie, najpierw mocowali kil, długą, dużą belkę, wokół której konstruowano cały kadłub statku. Kil biegł przez całą długość okrętu i był jednym kawałkiem twardego drewna dębowego, co nadawało kadłubowi solidności i wytrzymałości. Następnie mocowano do kilu deski (z dębu, świerka lub sosny), które zachodziły jedna na drugą. Następnie deski były wzmacniane gwoźdźmi. Podkład kładziono na belkach zamocowanych pomiędzy burtami. Oktety Wikingów napędzane były siłą wiatru (żagiel) oraz wiosłami (siła ludzka), przy czym te ostatnie wykorzystywane były tylko gdy nie wiało i do wykonywania manewrów i desantów. Podobnie sterowanie polegało na umiejętnym wykorzystaniu wioseł oraz steru. Kobiety wikingów były odpowiedzialne za robienie żagli. W pierwszej kolejności robiły one małe, w kształcie diamentu, płótna (z wełny lub lnu) i obszywały je skórą aby zapobiec podarciu się. Następnie z wielu takich skrawków, zszywały duży, kwadratowy żagiel, którego szerokość wynosiła do 12 metrów. Było on mocowany na sosnowym lub świerkowym maszcie. Czasami dziób statku ozdabiała wyrzeźbiona belka z głową smoka lub węża, co miało budzić strach wśród wroga. Z tego powodu często mieszkańcy Europy nazywali okręty Wikingów statkami smoka. Symbol zależał często od dowódcy wyprawy i reprezentował w pewnym sensie jego osobę (niczym herb średniowiecznego rycerza). Zdobienia na dziobie miały również moc magiczną. Wikingowie wierzyli, że odstraszają one złe demony morza. Wracając jednakże w rodzinne strony, ściągano ze statków zdobienia, aby nie obrazić przyjaznych, rodzimych bóstw.
-39% Kategorie: Książki / literatura piękna / literatura piękna polska / powieść historyczna i biograficzna Typ okładki: miękka okładka Wydawca: Novae Res Wymiary: 13x21 EAN: 9788382197402 Ilość stron: 304 Data wydania: 2022-03-31 Jest to data ukazania się towaru w danej wersji na rynku Zamówienia:0 - 99 PLN>99 PLNCzas dostawy: Odbiór osobisty w księgarni 0 zł0 zł1 dzień roboczy InPost Paczkomaty 24/7 (Płatność online) zł0 zł1-2 dni robocze InPost Paczkomaty - Paczka w Weekend (Płatność online) zł0 zł1-2 dni robocze Poczta Polska (Płatność online) zł0 zł3-5 dni roboczych Poczta Polska (Płatność za pobraniem) zł0 zł3-5 dni roboczych Kurier UPS (Płatność online) zł0 zł1 dzień roboczy Kurier UPS (Płatność za pobraniem) zł0 zł1 dzień roboczy Wysyłka zagranicznaSprawdź szczegóły > 24,29 zł 40,00 zł Oszczędzasz 15,71 zł Nad wojownikami Północy unosi się słowiański duch… Einar Einarsson jest bardzo przywiązany do swojej rodziny. Wraz z ojcem Knutem i przyrodnim bratem Flossim od najmłodszych lat zgłębia tajniki wojennej sztuki wikingów. W dzień święta Einherjar młody mężczyzna niespodziewanie otrzymuje wiadomość, która niebawem nada kierunek jego życiu. Einar rozpoczyna wyprawę do miejsc i ludzi ściśle związanych z jego przodkami. Dzień po dniu uczy się obyczajów i mowy Słowian, stając po ich stronie w krwawych walkach, a jednocześnie obserwując kulisy ówczesnej dyplomacji. Gdy odnosi zwycięstwo nad Vingorem z Ribe, wytrawnym łucznikiem, ten dostrzega w Einarze godnego towarzysza i przyjmuje go do swojej rodziny. Ale to dopiero początek historii wychowanego wśród wikingów… Zamieszczenie recenzji nie wymaga logowania. Sklep nie prowadzi weryfikacji, czy autorzy recenzji nabyli lub użytkowali dany produkt.
wikingowie bali się słowian